ZBEER - zbiór faktów i kłamstw
My name is Malcolm Mc.Laren....nie, to nie ten film i nie ta historia. Moje imie to Sid.......Sid i nic więcej, i to właśnie ja zostałem upoważniony do spisania historii Zbeera......tak więc zapraszam do lektury. Historia Zbeer zaczęła się w sklepie muzycznym (tak niektórzy nazywali ten przybytek pijaństwa) "Pitbull" w Katowicach. Sklep ów prowadził mój dobry znajomy Sołtys, i prócz upijania się prowadził w " Pitbullu" niekiedy sprzedaż kaset, zinów i innnych pierdół związanych z Punk Rockiem. Tak więc jak wiecie dni spędzone na pijaństwie mijają bardzo szybko, i pewnego słonecznego dnia ( aż za bardzo słonecznego) pojawiło się w sklepie dwu kolesi. Kolesie owi to nie kto inny tylko Marek i Grooby, koledzy z zaprzyjaźnionego z nami miasta Sosnowca. Poza paroma pustymi puszkami po piwie, zostawili oni w "Pitbullu" małą , niepozorną kartkę, o następującej treści : Perkusista i basista szukają gitarzysty i wokalisty w celu założenia Oi!/Punk Bandu. Ja udzielałem się wówczas w kapeli Les Blizners, ale po śmierci Edka ( ówczesnego basisty) próby nam się jakoś nie kleiły. Jako że jestem bardzo wygodnym człowiekiem, i nie uśmiechało mi się drałowanie 3 razy w tygodniu do Sosnowca, puściłem więc wielkiego bąka na treść ogłoszenia, i dalej pozostałem wielkim fanem piwa. Jednakże kolega Sołtys nie bacząc na moje nastawienie do sprawy związanej z wyjazdami na próby do odległej mieściny, podrzucił Markowi mój numer telefonu. I tak oto, siedząc pewnego cudownego wieczoru na ogródku u kolegi Małego, zostałem brutalnie wyrwany z błogiego stanu grillowania i upijania organizmu. Zadzwonił Marek z propozycją zagrania próby, a że byłem już w stanie wskazującym na częściowe pozbawienie zmysłów, przystałem na tą propozycję. I tak oto, w piękny czerwcowy dzionek, któregoś tam czerwca 1999 roku ( notabene dzień przed przyjazdem papieża toaletowego do Sosnowca) spakowawszy w Katowicach duże ilości trunków ( w Sosnowcu w związku z przyjazdem papieża- prohibicja) ruszyliśmy z Sołtysem na Zagłębie, i tam odbyła się pierwsza próba kapeli...........wyszło nam dobrze, i stwierdziliśmy że jest sens realizować ten projekt. Trzeba było tylko znaleść wokalistę, bo niestety głos Sołtysa nie pasował do Oi!-owego grania. Sprawa została rozwiązana dość szybko, gdyż wydzieranie gardła nie było mi czynnością obcą. Zostałem wokalista i gitarzystą kapeli...........no właśnie, nie mieliśmy jeszcze wtedy nazwy. Jestem zmuszony pozostawić w tajemnicy propozycje nazw dla kapeli, gdyż, mówiąc krótko wymienienie ich mogłoby uszkodzić waszą przeponę. Ostatecznie projekt został nazwany ZBEER i prace nad materiałem ruszyły pełną parą. Z samymi kawałkami, tzn. z textami i muzyką nie było większych problemów, gdyż większość z nich to kawałki które ułożyłem grając w wcześniejszych kapelach. Jako że z żadną z tych kapel nie nagrałem płyty, a kolesie muzycy nie mieli większego wkładu w materiał, uznałem że mogę bez problemu wykorzystać je jako kawałki dla nowej kapeli. Kawałkom tym wyszło to tylko na dobre, bo Marek i Grooby wiedzieli do czego służą instrumenty. Szło nam bardzo dobrze, i po pewnym czasie stwierdziliśmy że można by podkręcić brzmienie dodając jeszcze jedną gitarę. Przypomniało mi się że mam kolegę, który w posługiwaniu się gitarą jest prawie tak samo dobry jak Ja ( to znaczy że przewyższa mnie o kilka klas szkoły muzycznej, której ja nigdy nie zacząłem, a on skończył!!!!!) i zwerbowałem do grania z nami Andrzeja, który od razu stał się pełnoprawnym członkiem Zbeera. Potem poszło już jak po maśle. Próby, próby i jeszcze raz próby. Lokal w którym graliśmy znajdował się w budynku w którym ćwiczyli tez Horroshow i Frontside ( przy okazji pozdrawiamy chłopaków). Jak na prawdziwą kapelę przystało, wakacje spędziliśmy razem w nadmorskiej miejscowości Horny Lomna, położonej w pięknych górach czeskiego beskidu :). Było by o czym opowiadać, ale mam się skupic na historii kapeli, a nie na balangach i dewiacjach....no cóż trudno, może kiedys o tym jeszcze napiszę. Po wakacjach wzięliśmy się ostro do pracy. W tym czasie próbowaliśmy jeszcze urozmaicić brzmienie o drugi wokal ( tutaj wielke pozdro dla Sandry i Zółwia ) ale spełzło to na niczym. Tak więc ja dalej musiałem drzeć ryja sam ( i tak go drę do dzisiaj ). Raz nawet wpadł koleś z trąbą, ale po jednej próbie już się nie pojawił...ciekawe dlaczego? Tak więc w mozole robiliśmy coraz to nowe kawałki i wreszcie w grudniu '99 stwierdziliśmy że jest ich już tak dużo że możemy spróbować nagrać płytę. W miedzy czasie zagraliśmy koncert w Żorach ( Made in Sikorsky ), i nawet się ludzie bawili, więc nasze nastawienie do tego co robimy raptownie podskoczyło do góry. Wiecie, to nawet miłe kiedy widzisz że komuś podoba się to co robisz ( ale teraz do jebłem textem, jak ostatni laluśJ)). Ale wracając do rzeczy... na czym to stanąłem? Aaaaa , studio i nagranie pierwszej płyty. I tutaj znów na scenie pojawia się kolega Sołtys, wyłożył pieniążki i pojechaliśmy do Wrocławia. Akurat wtedy trafiło mi się rozchorować na grypsko, i całą płyte nagrałem z gorączką i qrewskim katarem. Na szczęście tam nie było prohibicji, a nic tak nie leczy gardła jak.......hehe. Nagrywaliśmy w studiu chłopaków z kapeli Klinika, było naprawdę miło i sympatycznie, ale musielibyście widzieć ich miny kiedy posłuchali textów, w szczególności Bootboya i Natalki J. Pierwszy raz nagrywali kapelę Oi-ową, i troszkę się zdziwili, ale w sumie to very sympatyczni kolesie i kolezankiJ. Po trzech dniach bezustannego boju z katarem i grypą, skończyliśmy im zawracać głowę i ruszyliśmy z powrotem na południe. Teraz czekał nas już tylko mastering, zrobienie okładki, ale z tym poszło nawet dość szybko. Okładkę poskładał nam jak zawsze niedościgniony Żółwiu, i w kwietniu na półkach wielu z was pojawiło się ( lub powinień się pojawić ) nasz dziewiczy materiał " Time to unite". Nam się on podoba, i chodzą słuchy że ponoć innym teżJ. Po wydaniu płyty poszło już jak z płatka. Recenzje w zinach w miarę pozytywne, reakcja publiki na koncertach też, czyli w sumie jesteśmy z tej płyty zadowoleni. Największą satysfakcję sprawiała nam możliwość supportowania paru naprawdę dobrych kapel. Udało nam się zagrać między innymi u boku takich hitów jak U.K. Subs, The Business, Forgotten, Charge 69, oraz z kilkoma dobrymi kapelami z naszego ojczystego kraju tzn. H.N.D.M., Bulbulators, Horroshow czy Analogs. I znów zaczęły się próby i wymyślanie nowych kawałków. Niestety, nastąpił mały rozłam w kapeli. Ale zacznę od początku.....pojechaliśmy na koncert jako support Frontside, do jakieś miejscowości której nazwy nawet nie pamiętam. Niestety odległość między naszymi miejscowościami a tą w której mieliśmy grać była tak duża, że alkohol wypity w czasie podróży niezbyt korzystnie wpłyną na nasze samopoczucie. Doszło do małej, i w sumie niepotrzebnej wymiany zmian, która spowodowała opuszczenie Zbeera przez naszego dotychczasowego basistę- Groobego. Trudno, stało się. I tak to zostaliśmy bez basisty. A że na południu niestety trudno o dobrego basmana, musieliśmy sobie radzić we trójkę: Ja ( bass, wokal ), Andrzej ( gitara ) i Marek na perkusji. Zagraliśmy w tym składzie parę koncertów, w tym jeden który wspominamy bardzo mile, to znaczy koncert urodzinowy Bulbulators. Czas mijał, nowych kawałków robiło się coraz więcej, ale brzmienie Zbeera bez drugiej gitary ( przypominam że to ja w tym czasie pociłem się na basie ) było jak dla nas niepełne. Na szczęście wynalazł się nowy basman- Bartek, były członek ska- bandu "Rascals". Okazało się że grać potrafi, stare kawałki Zbeera zna ( był fanemJ), i został z nami, z czego byliśmy bardzo zadowoleni. Praca nad nową płytą ruszyła pełną parą. W pierwotnym założeniu chcieliśmy wydać się u Dzidka w Rock'n"Rollerze, ale Dzidkowi chyba nasza twórczość do słuchu nie przypadła. Znając naszą pierwszą płytę, stwierdził że musimy sobie sami zapłacić za studio, nagrać pare utworów, i jeżeli mu się spodobają to nas wyda. Dzięki panie Dzidek, wydawaj sobie dalej "Saboty", my sobie damy rade bez niczyjej łaski- tak pomyśleliśmy i tak zrobiliśmy. Więc co nam zostało? Jedyny i od zawsze wierny fan kapeli, a przy okazji niezły oszust i naciągacz- Fakir. Nowa płyta została wydana w stajni Fakira- Enigmatic. I wiecie co? Jakoś tak raźniej trzymać ze swoimi. To byłoby na razie wszystko, co możemy wam o nas opowiedzieć.......a co będzie dalej, tego niestety nikt nie wie. Tak więc kończę, spadam do sklepu bo jest dopiero 23.44 a ja mam już ostanie piwo. Oi! Oi! SID

User-contributed text is available under the Creative Commons By-SA License and may also be available under the GNU FDL.
rozwiń opis

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło